Kubańskie słodkości dla dorosłych

Ten lekki deserek powstał na podstawie przepisu znalezionego gdzieś, nie wiem gdzie i nie pamiętam kiedy. Pamiętam tylko, że autorką była Nigella. I mimo, że bardzo rzadko korzystam z przepisów Pani Lawson, ten przypadł mi do gustu.

Dodatkowo niedawno w Polsce pojawił się muzyczny film animowany o tematyce około kubańskiej – „Chico & Rita”. Filmu jeszcze nie widziałam, ale już teraz mam dobre przeczucia. Poza tym, jak mogłabym sobie odpuścić cokolwiek, co choćby zahacza filmowo o Kubę.

Zatem dziś deser dla dorosłych i animacja dla dorosłych, no i trochę muzyki, nie tylko dla dorosłych 🙂

Deser kubański:

  • 200 g jogurtu kokosowego,
  • 150 ml śmietany kremówki,
  • 2-3 łyżki malibu lub likieru kokosowego,
  • 2-3 banany,
  • 2-3 łyżeczki cukru trzcinowego.

Śmietanę ubić na sztywno z jogurtem i malibu. Banany pokroić w plasterki. W salaterkach lub niskich szklankach układać warstwy: banan, krem, banan, krem. Wierzch posypać delikatnie cukrem trzcinowym. Schłodzić w lodówce.

Reklamy

Karaibskie smaki

Ponad 30-stopniowy upał zawsze kieruje moje myśli w stronę tropików, a nogi w kierunku napojów z lodówki. Ponieważ przy okazji urodzin mojej mamy, domowy barek się troszkę rozbudował, wkrótce na blogu pojawi się dużo kolorowych i orzeźwiających drinków. Dziś pozostając w klimatach karaibskich podaję przepis na prościutkiego drinka, który mnie osobiście bardzo pasuje, bo lubię kwaśne napoje wyskokowe. A do tego muzyczka z „Piratów” wiadomo skąd 🙂

Malibu Jazz:

  • 50 ml malibu lub likieru kokosowego,
  • kilka kostek lodu,
  • plasterek grejpfruta,
  • sok grejpfrutowy.

Do wysokiej szklanki wrzucić lód, wlać malibu i dopełnić sokiem. Udekorować grejpfrutem.

Kubańskiej obsesji ciąg dalszy

Z dzieciństwa pozostał mi zwyczaj czytania pierwszego, losowo wybranego ze środka oraz ostatniego akapitu książki. Z czasem stało się to moim rytuałem pierwszego kontaktu z lekturą. Do dziś jeśli choć jeden z fragmentów mnie zainteresuje – jestem gotowa przeczytać całą książkę. Metoda ta oczywiście nie gwarantuje satysfakcji z wyboru, ale daje pewien wgląd w klimat i styl całości. Ale czy to prawdziwy i jedyny powód tego dziwnego nawyku? Pewnie nie, bo często nastrój i tematykę książki łatwiej wywnioskować z tytułu, okładki lub opisu na obwolucie niż z paru wyjętych z kontekstu zdań. Przyczyn tego zwyczaju nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć – tak po prostu mam.

Rzadko zdarza się, że wylosowany akapit zaintryguje mnie tak bardzo, iż przeczytanie książki zdaje się być koniecznością, wręcz emocjonalnym obowiązkiem. Tak jednak było w przypadku „Kuby – dalekiej, pięknej wyspy” Agnieszki Budy – Rodriguez. Tytuł tandetny, okładka niespecjalna, ale wyłowiony z roju literek cytat – hipnotyzujący:

„Zatańczyliśmy. Taniec nasz był kołysaniem się w rytm melodii. Nie czuliśmy na sobie ubrania, ciała nasze były zwarte, stanowiły jedno, oddechy muskały szyje, wdychając siebie, rąk było skądś pełno, pełzały po całym ciele… Nogi, wyczuwając rytm melodii, kierowały zmysłowym tańcem. Było to zatraceniem się w sobie, zauroczeniem… Można tak było tańczyć do utraty tchu. Na zawsze.”

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że sama też kiedyś tak zatańczę…

Powodem odkopania tego pieczołowicie wynotowanego fragmentu, był nawrót kubańskiej obsesji, nawiedzającej mnie co kilka miesięcy. Ostatnio pisałam o drinkach, dlatego dziś proponuję coś na ząb:

Piersi z kurczaka po kubańsku

  • 2 piersi z kurczaka,
  • 1 mała drobno posiekana cebula,
  • 1 pokrojona w kostkę czerwona papryka,
  • 1 mała drobno posiekana, pozbawiona pestek papryczka chili,
  • 2 łyżki mąki,
  • 1 łyżeczka czosnku granulowanego,
  • 1 łyżeczka imbiru w proszku,
  • sól,
  • pieprz,
  • oliwa z oliwek,
  • 2 łyżki startego korzenia imbiru,
  • 1 drobno posiekany ząbek czosnku,
  • 1 łyżeczka cukru,
  • ¼ szklanki soku z cytryny,
  • ¼ szklanki rumu.

Kurczaka lekko rozbić. W misce wymieszać mąkę, czosnek granulowany, imbir w proszku, sól i pieprz. W powstałej panierce obtaczać kotlety. Na patelni rozgrzać oliwę i smażyć kurczaka na złoty kolor. Odłożyć go w ciepłe miejsce.

Na łyżce oliwy podsmażyć na złoto czosnek i cebulkę. Dodać tarty imbir, chili i paprykę. Po minucie dodać rum, cukier i sok z cytryny. Gotować 2 minuty.

Kotlety podawać polane przygotowanym sosem paprykowym, ozdobione paseczkami czerwonej papryki i natką pietruszki, z puree ziemniaczanym lub frytkami. Myślę, że grzanki z pszennego pieczywa również się sprawdzą.

Wielki powrót kubańskiej obsesji

Kultura kubańska od dłuższego czasu mnie fascynuje. Nie – nie byłam nigdy na Kubie, nie – nie znam żadnego Kubańczyka i nie – nie uczęszczam na lekcje modnej ostatnimi czasy (pewnie za sprawą Maseraka) salsy. Choć w istocie od tańca się zaczęło…

Trzy lata temu, na pewnej domówce, miałam szczęście poznać wyjątkowego człowieka. M. był (i z tego co mi wiadomo – ciągle jest) wybitnym skrzypkiem, a przy okazji i z korzyścią dla owej imprezy – instruktorem salsy. Jego opowieści o muzyce i kilka podstawowych kroków ognistego tańca wystarczyły, by kubańska obsesja opanowała mnie na długi czas. Dziś M. prawdopodobnie koncertuje w największych filharmoniach Europy i świata, nie mając pojęcia o swym niebagatelnym wpływie na moje życie.

Zapewne nikogo nie zdziwi fakt, że po imprezie, w pierwszej kolejności sięgnęłam po osławionych Buena Vista Social Club. Może to i komercja, ale zanim ich płyty trafiły na światowy rynek, Compay Segundo i spółka byli zwykłymi, muzykującymi sobie od czasu do czasu mieszkańcami Hawany. Dlatego nie sposób zaprzeczyć temu, że ich muzyka obrazuje to, co w Kubie najbardziej kubańskie i pociągające. O ile o gorące rytmy w Internecie nie trudno, to z kinem jest znacznie gorzej…

Na Kubie kręci się mało z wiadomych względów politycznych. Jeszcze mniej dociera do szerokiej dystrybucji. I choć apetyt na tamtejszą kinematografię mam duży, do tej pory widziałam tylko dwa warte polecenia filmy o tematyce kubańskiej. Jest to oczywiście „Buena Vista Social Club” w reżyserii Wima Wendersa – dokument o wspomnianym przeze mnie legendarnym zespole oraz coś z zupełnie innej beczki – „Habana Blues” reż. Benito Zambrano – historia dwóch muzyków rockowych z Hawany, próbujących wyrwać się z komunistycznego piekła.

Podróż na Kubę wciąż pozostaje poza moim zasięgiem – dlatego potrzebowałam jakiejś formy zastępczej. Sprowadziłam więc Kubę do swojej kuchni. Przepisów na tamtejsze specjały jest dużo. Wiele z nich pojawi się na tym blogu przy okazji kolejnych ataków kubańskiej obsesji. Dziś prezentuje drinki, i to najlepsze na świecie:

Cuba Libre!

  • 2 kostki lodu,
  • cola,
  • rum,
  • cytryna,
  • limonka.

Do szerokiej szklanki wrzucić lód. Wlać półtorej kieliszka rumu i sok z połowy cytryny. Dopełnić colą i ozdobić plasterkiem limonki.

Drink łatwo uderza do głowy, bo bywa pity w bardzo szybkim tempie. Powód jest prosty – Cuba Libre jest tak nieziemsko pyszne, że pije się je duszkiem.

Mohito

  • 2 kostki lodu,
  • garść świeżej mięty,
  • limonka,
  • syrop cukrowy,
  • rum,
  • gazowana woda mineralna.

Do szerokiej szklanki wrzucić lód i potargane liście mięty (dużo!). Wlać półtorej kieliszka rumu i 2 łyżki syropu cukrowego(cukier zagotowany z wodą). Dopełnić wodą mineralną. By uniknąć lepiących się do ust kawałeczków mięty, najlepiej pić przez słomkę.

Nie ma nic lepszego na upały, o czym mógłby zaświadczyć nawet Ernest Hemingway, gdyż Mohito było ponoć jego ulubionym drinkiem.