Diabły na koniu

Dopiero niedawno mama uświadomiła mnie, że ta potrawa (uwielbiana zresztą przeze mnie) tak dziwacznie się nazywa. Skąd ta nazwa? Nie mam zielonego pojęcia. Może ktoś z Was ma pomysł? A wracając do potrawy – jeśli ktoś nie lubi wątróbki – to nie jest potrawa dla niego. Jeśli ktoś nie lubi na tłusto – również radzę pominąć ten przepis. Dla pozostałych polecam – na obiad, na kolację – obojętnie!

Diabły na koniu:

  • 500 g wątróbki drobiowej,
  • 500 g chudego wędzonego boczku,
  • ew. mała paczka suszonych śliwek,
  • sól,
  • pieprz ziołowy,
  • 1 łyżeczka smalcu.

Wątróbkę pokroić w kawałki wielkości piłeczki do golfa (jakoś nie mogłam znaleźć innego porównania). Boczek pokroić w długie cienkie plastry. W każdy plasterek boczku zawijać kawałek wątróbki (ew. z jedną śliwką suszoną). Roladki spiąć wykałaczką, żeby się nie rozwinęły.

Na patelni rozgrzać smalec (można zastąpić oliwą) i ułożyć na nim roladki. Obsmażyć z obu stron na dużym ogniu, po czym ściszyć płomień, przykryć i dusić ok. 30 minut, aż wątróbka sobie dojdzie, a boczek zmięknie. 5 minut przed końcem obróbki termicznej 😉 roladki posolić i popieprzyć. Jeśli diabły nie są wystarczająco rumiane należy je odkryć i chwilę smażyć na większym ogniu.

Podawać na gorąco z ostrą musztardą i chlebem.

Reklamy

4 thoughts on “Diabły na koniu

  1. Ostatnio natrafiłam na przepis na to danie, z tym, że bez wątróbki (hurra!) i zawijane w szynkę parmeńską lub szwarcwaldzką. A skąd nazwa – też o tym myślałam, ale nic nie przychodzi mi do głowy 🙂
    Pozdrawiam.

  2. Pingback: Diabeł na koniu (po mojemu) « Venidle

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s