Dla każdego – coś innego

Niedawno stałam się posiadaczką książki kucharskiej pt. „Kuchnia na dobry nastrój” autorstwa Barbary Jakimowicz-Klein. Nie miałam jak dotąd okazji wypróbować żadnego z przepisów, dlatego nie będę ich oceniać (jeszcze). Jednak kilkakrotnie przejrzałam nagłówki i listy składników tych rzekomo poprawiających humor potraw. Zauważyłam, że wiele z podanych przepisów to dość skomplikowane instrukcje, opierające się na sporej ilości produktów. Zdarzają się także przypadki mniej skomplikowane, ale są one nieliczne i często zawierają składniki, których na co dzień nie ma w przeciętnej kuchni np. cykoria, ciecierzyca, anchois itp.

Tak jak wspominałam – jeszcze nie gotowałam żadnego z proponowanych przez autorkę dań, dlatego moje zdanie na temat ich skomplikowania może się zmienić. Na razie „Kuchnia na dobry nastrój” skłoniła mnie do przemyśleń na temat tego, co w kuchni poprawia nasze samopoczucie. I nie mam tu na myśli naukowo potwierdzonych reguł stosowania produktów podnoszących poziom endorfin (hormonów szczęścia) czy innych tego typu doświadczalnie sprawdzalnych tricków. Zastanawiam się po prostu jak wiele z takiego terapeutycznego podejścia do gotowania zależy od naszych indywidualnych charakterów…

Dla jednych uleczającą moc będzie miało czterogodzinne posiedzenie nad wyjątkowo złożoną i pracochłonną wykwintną potrawą dla całej rodziny. Dla drugich lepszym rozwiązaniem będzie szybki deserek lub prosta sałatka z ulubionych owoców, zjedzona samotnie przy dobrym filmie lub muzyce. Inni w obawie o pogorszenie swojego stanu emocjonalnego nawet nie zbliżą się do kuchni. Dlatego chyba niemożliwe jest ustalenie jednego zbioru przepisów, które niezawodnie będą działać kojąco na każdego i w każdej sytuacji. To rzecz bardzo indywidualna.

Okazuje się, że także w moim przypadku jest niejednoznacznie. Raz skutkuje cały dzień spędzony w kuchni, raz błyskawiczne musli z jogurtem. Ale jest jedna rzecz, która pomaga zawsze, więc zanim sprawdzę jak podziałają na mnie i na moje otoczenie przepisy z nowo nabytej książki, prezentuję moje ulubione, poprawiające humor tiramisu.

Tiramisu

  • 250 g serka mascarpone (1 opakowanie),
  • 3 żółtka,
  • 3 łyżki drobnego cukru do pieczenia (zwykły też może być),
  • duża paczka podłużnych biszkoptów deserowych,
  • ¾ szklanki zimnej, mocnej kawy rozpuszczalnej,
  • 1 kieliszek spirytusu 96%,
  • kilka łyżeczek gorzkiego kakao.

Żółtka ubić z cukrem na gęsty kogiel-mogiel. Dodać ser i zmiksować delikatnie na jedwabistą masę. Do kawy wlać spirytus i wymieszać (można także użyć rumu, ale podobno im mniej aromatyzowany alkohol, tym lepiej). W foremce lub plastikowym naczyniu ułożyć warstwę biszkoptów (ok. 10-12 sztuk). Nasączyć je mniej więcej połową kawy. Rozsmarować na biszkoptach połowę kremu. Ułożyć kolejną warstwę biszkoptów, nasączyć resztą kawy i przykryć pozostałym kremem. Wierzch grubo posypać kakao. Odstawić na kilka godzin do lodówki.

Ostrzeżenie! Deser można bez problemu zjeść w całości samemu, szczególnie gdy ma się chandrę, dlatego tiramisu lepiej jeść w kilka osób – to bezpieczniejsze dla figury.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s